Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 listopada 2017

Tego miejsca nie znajdziecie szwendając się po mieście. Koreanka to malutka restauracja schowana na podwórku jednej z kamienic przy samej Hali Koszyki. Właścicielką jest Yeunsu Lee, która popełniła także Shabu-Shabu oraz najmłodszą siostrę Wietnamkę. My Koreankę odwiedzamy w jednym celu - przenieść się w kulinarną podróż do Korei - mission accomplished! 


Koreanka otworzyła się w połowie maja i od samego początku przyciąga tłumy ludzi. W weekendy kolejka przed lokalem to rzecz naturalna - dlatego zalecamy wizytę w tygodniu. Od razu uprzedzamy, aby odnaleźć restaurację należy wejść w bramę kamienicy przy Koszykowej 59 i na domofonie wybrać lokal 36.



Już od wejścia wita nas bardzo ciepłe i przytulne wnętrze. Drewniane stoliki (które nadają idealne tło do instagramowych ujęć), cegła na ścianie, otwarta kuchnia, złote zdobienia na suficie i proste, krótkie menu na ścianie sprawiają, że chce się tu przychodzić. Dodatkowo Koreanka nie posiada (jeszcze?) koncesji, ale pozwala gościom wnosić własny alkohol pobierając 5 zł korkowego od osoby - to nam się podoba!


Po wybraniu stolika (były nawet 2 wolne!), podchodzi do nas kelner i bardzo dokładnie opisuje nam każde dostępne danie. Po jego sugestiach wybieramy zestaw początkującego podróżnika - Ramen Miso (27 zł) i Bulgogi z wołowiną (27 zł). Niestety jesteśmy już po lunchu, więc testujemy tylko 2 dania, w szczególności, że kelner uprzedził nas o dużych porcjach. W menu znajdziemy jeszcze Bibimbap (ryż z warzywami, wołowiną i chilli), Samgyeopsal (ryż z boczkiem), Japchae (koreański smażony makaron z batatów), Tteokbokki (ryżowe kluski na ostro).


Ramen. W wersji miso jest bardzo łagodny, biały kolor nadaje pasta ze sfermentowanej soi. Miska pełna jest makaronu, kiełków, pysznego boczku. Smak podkręcają pływające oka czerwonej oliwy chilli. Ramen bardzo przypadł nam do gustu, jednak przy kolejnej wizycie skusimy się na wersję ostrą - Dandan.


Bulgogi to smażone cienkie paski wołowe, marynowane w sosie sojowym, czosnku, chilli, cebuli i cukrze, podane z ryżem, jajkiem oraz sałatą. Danie można także zaliczyć do tych bardziej delikatnych, a mięso do tych miękkich i soczystych. Potrawa zdecydowanie udana, jednak jak w przypadku ramenu następnym razem wybierzmy coś bardziej na ostro.

Podsumowując: Koreanka to miejsce, które umie teleportować. Wszystkie elementy od kuchni poprzez wystrój lokalu aż po same naczynia nas zachwyciły. Należy tutaj podkreślić, że kelner, który nas obsługiwał zasługuje na szóstkę z plusem. Jedynym małym mankamentem, który poczuliśmy dopiero po wyjściu były przesiąknięte zapachem smażenia ubrania. Jednak tłumaczymy to sobie małą powierzchnią lokalu i otwartą kuchnią. 

Koreanko dziękujemy! To była fascynująca podróż.

Ocena: ★★★★★★★★ 8,5/10
Adres: Koszykowa 59/36, Warszawa

środa, 15 listopada 2017

Restaurant Week to odbywający się regularnie od 2014 roku festiwal restauracji. Uczestniczą w nim tylko wybrane i najlepsze restauracje z całego kraju. Goście rezerwują stolik w wybranej restauracji i mogą cieszyć się jednym z dwóch menu degustacyjnych (wersja wegetariańska i mięsna) w promocyjnej cenie (w tym roku dla nowych klientów było to 49 zł, powracający miłośnicy festiwalu otrzymali 10% zniżkę).



W tym roku odbyła się jubileuszowa 10 edycja festiwalu. Uczestniczyło w niej ponad 400 restauracji z 30 miast Polski. Z edycji na edycję Restaurant Week cieszy się rosnącą popularnością, goście w przystępnej cenie mogą spróbować trzydaniowego menu z ekskluzywnych i drogich na co dzień restauracji. Spośród wielu warszawskich propozycji wybraliśmy Warung Jakarte i Drukarnie. 



Warung Jakarta to otwarta w 2016 roku restauracja serwująca kuchnię indonezyjską. Samo słowo Warung odnosi się do małej rodzinnej restauracji czy też kawiarni w Indonezji. Kuchnia indonezyjska pełna jest orientalnych i aromatycznych przypraw. Odnajdą się w niej miłośnicy mięsa - popularny jest tu kurczak i wołowina, ale także wegetarianie, na których czekają ryby, owoce morza, tofu czy też tempeh. Głównym dodatkiem do dań, jak na Azję przystało jest ryż. W majowej edycji festiwalu Warung Jakarta została uznana przez gości za najlepszą restaurację w Warszawie. 

W październikowej edycji spróbowaliśmy dwóch menu:

Wariant mięsny
Przystawka 1: Kokosowy krem z batatów z domowej roboty oliwą chilli
Przystawka 2: Talerz tradycyjnych indonezyjskich przystawek: satay z marynowanej krewetki, marynowany tempeh, lumpia z kurczakiem i krewetkami.
Danie główne: Marynowana pierś z kaczki sous-vide na warzywach stir fry z sosem z północnego celebesu dabu-dabu oraz kecap manis. Podawany z czerwonym i białym ryżem.
Deser: Pisang Keju - kawałki banana w panierce z kokosa z cheddarem, śmietanką kokosową oraz gorzką czekoladą.

Wariant wegetariański
Przystawka 1: Kokosowy krem z batatów z domowej roboty oliwą chilli
Przystawka 2: Talerz tradycyjnych indonezyjskich przystawek: satay warzywny, marynowany tempeh, lumpia z warzywami.
Danie główne: Długo marynowane tofu sous-vide z cytrusowym sosem sweet chilli kecap manis, na makaronie soba z orzeszkami ziemnymi i pestkami słonecznika z nutą oleju sezamowego.
Deser: Pisang Keju - kawałki banana w panierce z kokosa z cheddarem, śmietanką kokosową oraz gorzką czekoladą.

Pierwszy dotarł do nas krem z batatów. Nie jesteśmy miłośnikami kremowych zup, jednak mieszanka słodkich batatów, delikatność mleczka kokosowego oraz ostra i wyrazista oliwa chilli sprawiła, że miski zostały opróżnione szybciej niż się pojawiły. Zupa idealnie rozgrzewa i pasuje do chłodnej jesiennej pluchy za oknem.



Jako drugie na nasz stół trafiły zestawy indonezyjskich przystawek. Dobrze doprawione miękkie sataye, indonezyjski odpowiednik sajgonek - lumpia w połączeniu z sosami oceniamy zdecydowanie na plus. Wszystko miało smak, nie było mdłe. Niestety tempeh - czyli marynowane, sfermentowane ziarna soi podawane w formie krakersa nie zachwyciły naszych kubków smakowych. Były suche i mdłe, jednak jak inaczej może smakować sfermentowana soja?

Po drugiej przystawce kończyło nam się miejsce w brzuchach, jednak cały czas z niecierpliwością oczekiwaliśmy na kolejne dania.



Danie główne - kaczka sous-vide. Metoda sous-vide polega na długim gotowaniu mięsa lub warzyw w niskiej temperaturze w celu zatrzymania w potrawie wszystkich soków. Mięso było soczyste i kruche, dodatek sosów idealnie podkręcał jego smak. Porcja była ogromna, jednak ze względu na walory smakowe, szybko zniknęła z talerza.


Niestety makaron z tofu był zdecydowanie za ostry i nie dało się go zjeść. Pomimo naszej miłości do dań ostrych w potrawie czuć było tylko palący sos. Dodatkowo danie na nasz stół trafiło zimne. Jedynie marynowane tofu było smaczne i mięciutkie. Podsumowując danie było bardzo przeciętne i nie umywało się do kaczki.


Ostatnią kulinarną przygodą w Warung Jakarta był banan w panierce z cheddarem. Połączenie z pozoru może wydawać się co najmniej dziwne, jednak całość idealnie ze sobą grała. Deser był rewelacyjny i na pewno jeszcze nie raz na niego przyjdziemy.


Drugim miejscem które odwiedziliśmy była Drukarnia. Jest to stosunkowo nowe miejsce otwarte w budynku dawnej drukarni Naukowo-Technicznej na Pradze Południe. W ogromnej przestrzeni znajdziemy nie tylko wspomnianą restaurację, ale także kuchnię uliczną (Dzienna) oraz klub. Za kuchnię odpowiedzialny jest Marcin Molik i powiedzmy to szczerze, robi robtę! Drukarnia zaproponowała nam:

Wariant mięsny
Przystawka: Domowy mini pączek z wołowiną w chrzanie, chipotle, relish pomidorowy z gorczycą oraz świeżymi warzywami.
Danie główne: Kacza pierś, porzeczkowe kuli z puree szafranowym oraz brukselką z orzechami.
Deser: Florentynka z mascarpone i marakują

Wariant wegetariański
Przystawka: Domowa mini buła, burger z cieciorki, kiszonych buraków i świeżych ziół. Podany z sosem aioli i warzywami.
Danie główne: Samopsza z pastą miso, borowikami, jajkiem poche oraz pieczonymi warzywami.
Deser: Florentynka z mascarpone i marakują





W przystawkach zdecydowanie królował burger wołowy. Pączek, mięciutka wołowina, sos, kompozycja idealna. Frytki w obydwu zestawach można byłoby poprawić, wersja warzywna była trochę za sucha, nie pasowała do tego dania, a ziemniaczana delikatnie przeciągnięta.



Danie główne i znowu kaczka. Poprzednią byliśmy zachwyceni, jednak kaczka z Drukarni przebiła danie z Warung Jakarta. Miękka, soczysta, podana na puree szafranowym. Nawet brukselka, która jest naszą przedszkolną zmorą okazała się petardą. W drugim daniu pieczone warzywa, te które znajdowały się też w przystawce były znacznie mniej przypieczone. Danie wegetariańskie (nie do końca wiemy jak je nazwać, nie jest to zupa, nie jest to sos) pobudziło nasz kubki smakowe. Połączenie wyraziście grzybowego sosu, samopszy, chrupiących pieczonych warzyw i zrobionego w punkt jajka można porównawać do zaserwowanej tu kaczki. Po daniach głównych, wiedzieliśmy, że na pewno tutaj wrócimy.


Deser. Tutaj trzeba się na chwilę zatrzymać, po pierwsze nad lodami. Do florentynki kucharz dołączył lody o smaku - uwaga! żywicznym. Po pierwszym kęsie, zaczęliśmy obmyślać plan jak wkraść się do kuchni i  zjeść całe opakowanie. Sama florentynka była idealnym zwieńczeniem tej kolacji.

Podsumowując: Obydwa miejsca, które odwiedziliśmy podczas festiwalu są godne polecenia i warte uwagi. Każde ma swój klimat, w Warungu poczujemy się trochę jak w Indonezji, a Drukarnia przeniesie nas do czasów PRL i zachwyci nie tylko wnętrznem, ale także niesamowitymi smakami i pięknie podanymi daniami.

Drukarnia
Ocena: ★★★★★★★★ 8/10
Adres: Mińska 65, Warszawa

Warung Jakarta
Ocena: ★★★★★★★ 7/10
Adres: Piękna 28/34, Warszawa

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Wakacje to najpopularniejszy okres wyjazdowy. Właśnie dlatego chcieliśmy opisać dla Was ciekawe berlińskie knajpy, w których mieliśmy okazję spróbować co nieco. Już na samym początku musimy zaznaczyć, że nasz mały Berlin trip pod względem kulinarnym był tak niesamowity, że często nam tęskno za niektórymi miejscami. Wszystkie odwiedzone przez nas miejscówki sprzyjają niskobudżetowemu (ale smacznemu!) podróżowaniu, zostanie jeszcze sporo banknotów do wydania na zwiedzanie. Przedstawimy wam listę pięciu miejscówek, które najbardziej przypadły nam do gustu.

1. Santa Maria
Jest meksykańską kanjpą, która od samego początku nas zachwyciła. Mieści się na Kreuzbergu - modnej, mocno imprezowej dzielnicy Berlina. Znajdziecie tam tacosy,burrito, quesadille oraz inne typowe dla tej kuchni dania. Lokal oferuje bardzo przyjemne i jeszcze bardziej smaczne happy hours. Tacosy z wołowiną przebijają wszystko, taka przyjemność z 3 salsami kosztuje tylko 1 euro i zdecydowanie jest warta spróbowania. Taka sama cena tyczy się shota tequilli. Nad Santa Marią zachwycać się można by długo, od burrito, po margaritę, wszystko jest pierwszej klasy.

adres: Oranienstraße 170
strona internetowa: http://www.santaberlin.com

2. Burgermeister
Gdzie pojawią się Warsaw Eaters tam burgera zabraknąć nie może. W Berlinie odwiedziliśmy Burgermeistera, czyli małą "budkę" z burgerami ukrytą pod wiaduktem metra U1. Podawane kanapki są duże i smaczne. Stosunek ceny do jakości dania oceniamy stanowczo na plus. Koszt burgera waha się w granicach 3,50 - 4,00€, za frytki dopłacicie 1,90€. Lokal jest znany,oblegany i polecany nie tylko przez nas!

adres: Oberbaumstraße 8, pod waduktem z U1
strona internetowa: http://www.burger-meister.de/

3. Mustafa's Gemüse Kebap
Pewnie Was zdziwi, że opisujemy kebap. Połowę ekipy WE też dziwi ten fakt, tym bardziej, że nie do końca przepada za tego typu posiłkami. Kebap warzywny u Mustafy jednak wygrywa wszystko, jest tak dobry, że do tej pory ubolewam, że nie zjem podobnego w Warszawie. W środku pity znajdziecie warzywa surowe i smażone, ser fetę, pyszne sosy i świeże mięso. Taka przyjemność kosztuje ok. 2,80€. Dość sporym minusem mogą być kolejki. My na swoją szansę zamówienia czekaliśmy 2 godziny, jednak odwiedzaliśmy Berlin w bardzo obleganym terminie i nie wiemy czy sytuacja wygląda tak samo na co dzień. Mimo tego uważamy, że było warto. 

adres: Mehringdamm 32
strona internetowa: http://www.mustafas.de

4. Curry 36
W Berlinie co krok natkniecie się na jakiś bar oferujący Currywursty, sęk w tym żeby znaleźć najlepszy. Podczas naszej krótkiej wizyty przetestowaliśmy kilka takich stoisk i zdecydowanie wygrywa Curry z numerem 36. Podróżnicy z mniej zasobnym portfelem będą zadowoleni z cen - kiełbaska 1,50€, frytki 1,30

adres: Mehringdamm 36
strona internetowa: http://www.curry36.de

5. Pizzeria - Il Ritrovo-Cucina Casalinga Popolare
Pizzeria prowadzona jest przez włoskich punków, co od razu widać po wystroju lokalu. W środku jest tłoczno, ale przyjemnie. Zdarza się, że trzeba odczekać swoje w kolejce na stolik, ale to tylko świadczy o znakomitej kuchni. Zjecie tam prawdziwą włoską pizzę lub makaron. Bez wątpienia każdy znajdzie coś dla siebie, jeśli chodzi o pizzę, pozycji w menu jest około 20 i wszystkie brzmią tak zachęcająco, że ciężko jest podjąć decyzję. W trzech słowach: pysznie, niebanalnie i autentycznie. 

adres: Gabriel-Max-Straße 2

środa, 31 lipca 2013

Weekendowy obiad postanowiliśmy zjeść w zlokalizowanej przy ulicy Świętokrzyskiej 18 restauracji o ciekawej nazwie Aïoli (francuski sos czosnkowy). Miejsce to już od otwarcia przyciąga wiele osób. Aïoli to nie tylko restaruacja, to także delikatesy, bar oraz piekarnia. Warto wspomnieć, że nie jest to nasza pierwsza wizyta w tym lokalu.


Gdy dotarliśmy na miejsce już z daleka przywitał nas sympatyczny ogródek. Co prawda niektóre stoliki do siebie nie pasują, jednak ma to swój urok. W menu znajdziemy śniadania, włoskie przekąski, sandwiche, burgery, pasty, pizze oraz steki czyli dla każdego coś dobrego. Na początek zamówiliśmy DON QUIJOTE (9,90 zł) czyli ciepłą bagietkę na szpadzie z 4 sosami (do wyboru klasyczny, dijon, chili, mango i estragownowy). 




Bagietka dotarła do nas jeszcze gorąca i bardzo chrupiąca. Wszystkie sosy były przepyszne. Przystawka zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Jako danie główne wybraliśmy ulubione przez nas TAGLIATELLE (26,90 zł) z czarnym makaronem, krewetkami, kalmarami, szynka prosciutto, białym winem, czosnkiem i tymiankiem oraz pizzę CHORIZO (26,90 zł) z chorizo, czerwoną cebulą, mieszanką serów, zieloną papryką oraz rukolą. Zacznijmy od pizzy:




Ciasto dobre i chrupiące, bardzo cienkie. Dodatki dobrze skomponowane, sos pomidorowy przyzwoity. Pizza jest co najmniej poprawna, jednak niczym specjalnym nas nie zaskoczyła. 





Makaron natomiast był rewelacyjny. Pyszny sos, dużo kalmarów i krewetek. Niestety jedząc go za pierwszym razem był delikatnie pikantny, tym razem pikantności nam trochę zabrakło. Jest to zdecydowanie nasza ulubiona potrawa w tym miejscu, zaskakująca pod każdym względem (wygląd, smak, zapach). 

Niestety na deser nie znaleźliśmy już miejsca, a bardzo żałujemy.

Podsumowując: Aïoli to znakomite miejsce pod względem smaku i wyglądu. Niestety kelner na którego trafiliśmy, nie odespał chyba poprzedniej nocy. O wszystko musieliśmy prosić po parę razy, a na rachunek czekaliśmy ok. 30 minut. Rozumiemy, że każdy ma prawo być zmęczony, mieć zły dzień, jednak wszystko ma swoje granice i nie powinno wpływać na obsługę klienta. Jednak Aïoli odwiedzimy z pewnością jeszcze nie raz.

GDZIE:
ul.  Świętokrzyska 18
CENY:
10 zł - 38 zł
GODZINY OTWARCIA:
codziennie od 9.00 do ostatniego gościa


wtorek, 16 lipca 2013

Przy ulicy Polnej 22 znajdziemy najbardziej znane frytki w Warszawie. Jako, że od czasu do czasu odwiedzamy to miejsce stwierdziliśmy, że dziś je opiszemy. Fryty zostały otwarte na początku 2012 i od tamtej pory cieszą się ogromnym powodzeniem.

 

Wnętrza lokalu nie mamy jak opisać, ponieważ miejsce to serwuje nam frytki z okienka, na wynos. Możemy je zabrać ze sobą do ręki lub zjeść siedząc na postawionych na chodniku skrzynkach. 



Co więc jest fenomenem Okienka - frytek?
Jest to pierwsze miejsce w Warszawie, gdzie zaczęto serwować typowo belgijskie frytki. Jednak głównym powodem, którym miejsce to wyróżnia się od pozostałych są świetne domowej roboty sosy! Codziennie mamy ich do dyspozycji ponad 10! Wszystkie podzielone są na ostre i łagodne, wszystkie smakują genialnie, każdy znajdzie coś dla siebie. Przykładowe sosy - suszone pomidory, ziołowy, lazur (ser pleśniowy), rozmarynowy, żurawinowo - chrzanowy, samuraj (chilli + majonez), sambal (100% chilli). Warto dopowiedzieć, że oferta sosów każdego dnia jest inna. 



Same frytki smakują wyśmienicie, są dobrze doprawione, świeże, chrupiące, idealne belgijskie frytki. Możemy wybrać spośród dwóch porcji: małe (5 zł) i duże (8 zł), każdy sos kosztuje złotówkę. Większa porcja jest zdecydowanie duża, jako przekąskę zjadamy ją na 2 osoby. Do ziemniaków wybraliśmy 3 sosy: miodowo - musztardowy, młynarski oraz samuraj, każdy oryginalny, każdy pyszny!




Tak jak już pisaliśmy Okienko nie oferuje osłoniętego przed warunkami pogodowymi miejsca do siedzenia. Jednak w tym przypadku nie jest to wada. Miejsce to jest jedyne w swoim rodzaju, siedzenie na chodniku z paczką frytek w ręku powoduje, że nie czujemy się jak w Warszawie. Można tu zatrzymać się na chwilę w ciągu dnia, i oddać się frytkowej przyjemności zapominając o całym świecie.


Podsumowując: Okienko to świetne miejsce na szybki lunch, mała przekąskę w ciągu dnia. Jeśli chcecie zjeść coś pysznego, taniego i szybkiego to zdecydowanie polecamy to miejsce! My od jakiegoś już czasu jesteśmy stałymi klientami.


GDZIE:
ul.  Polna 22
CENY:
5 zł - 8 zł
GODZINY OTWARCIA:
pon - czw: 09:00 - 22:00
piątek: 09:00 - 24:00
sobota: 10:00 - 24:00
niedziela: 12:00 - 19:00 


niedziela, 14 lipca 2013

Queen burger to nowo otwarte miejsce tuż przy placu Trzech Krzyży. Burger jak to burger musi zostać przez nas odwiedzony. I tak właśnie tydzień temu trafiliśmy do królowej burgerów.


Lokal jest nastawiony na typowo luźną atmosferę. Ekipa za ladą jest strasznie miła, widać, że znają się na rzeczy, chętnie opowiadają o mięsie, bułkach i o całej reszcie.. 




Gdy spojrzeliśmy w menu okazało się, że nie jest to tylko burger. W pozycjach znajdziemy burgery vege, z rybą oraz z kurczakiem, ponadto steki i fish and chips. Możemy także wpaść na kawkę i coś słodkiego. 



Wystrój lokalu jest łady, wszystko w nowoczesnym stylu. W środku jest dużo przestrzeni, a przed wejściem znajdziemy skromny ogródek. 



Przejdźmy do najważniejszego! Jak smakują tu burgery? Od dawna nikt nie zaskoczył nas tak pozytywnie mięsnymi burgsami. Bułka wypiekana własnoręcznie, sosy też domowej roboty (oprócz ketchupu, ale on też miał być w najbliższym czasie zastąpiony na homemade), mięso dobre - POLSKIE. Nikt nie wciskał nam kitu, że jest to niepowtarzalne mięso Argentyńskie, którego nigdzie indziej nie znajdziemy. A dodatki? Świeże, smaczne, dobrze dobrane do burgerów. 


Naszym wyborem standardowo padły Bekon i Cheese. Podane w bardzo fajnych pudełkach, które stały się już swoistą wizytówką lokalu. Smakowały świetnie! Zostaliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni. Na deser spróbowaliśmy tarty cytrynowej z serka philadelphia, która rozpływała się w ustach oraz typowego brownie, który swoją konsystencją i smakiem czekoladowym doprowadził nasze kubki smakowe do orgazmu. 




Podsumowując: Queen burger zasługuje na miano bardzo pozytywnego zaskoczenia. Jak wiadomo jesteśmy bardzo wybredni jeśli chodzi o burgery, wszystko musi być idealnie. Ekipa sprostała zadaniu!

GDZIE:
ul. Hoża 1a
CENY:
18 zł - 29 zł
GODZINY OTWARCIA:
pon - czw : 12:00 - 23:00
piąt - sob : 12:00 - 03:00
niedz : 12:00 - 23:00

piątek, 12 lipca 2013

Bardzo cenimy sobie szybkie lunche na mieście. W ostatnim czasie odwiedziliśmy znaną większości studentów z politechniki klubo-restauracje Kosmos kosmos. Dawna knajpka Apetyt Architektów została zmieniona w coś niesamowitego.


Już od wejścia miejsce to zachwyca wystrojem! Wszędzie graffiti, dużo miejsca, sporo stolików, sala do zabaw z dziećmi, pokaźny ogródek, bar z klocków LEGO.









Wystrojem tego miejsca możemy się zachwycać i zachwycać, jednak my tu przyszliśmy zjeść. Kosmos kosmos oferuje codzienne lunch dnia, jednak my zdecydowaliśmy się na zestaw: Rosół (6 zł) + mini burger (10 zł) oraz burrito z krewetkami w świeżym mango, ryżem i szpinakiem (28 zł). Niestety już na samym początku wpadka - bardzo miła pani kelnerka poinformowała nas, że na rosół trzeba chwile poczekać bo jest rozmrażany... 





Zupa nie przypominała niestety prawdziwego babcinego rosołu, była wodnista, bez smaku. Mini burger prezentował standardowo, bez szału. Zwykła kajzerka z piersią kurczaka oblaną sosem, wrzucony liść sałaty, do tego w miarę przyzwoite frytki i sałatka. 



Burrito wyglądało już trochę lepiej. Jednak podane zostało zimne w środku, ryż niedogotowany, a krewetek ledwo się doszukaliśmy. Smak również nie powalił nas na kolana. Do  posiłku podana była sałatka ze szpinakiem i sałatą skropiona oliwą. Jak na danie za 28 zł nic specjalnego.



Podsumowując: Pomysł na klubo-jadalnie - ŚWIETNY, wystrój też genialny, jednak jedzenie pozostawia trochę do życzenia. Obsługa jest bardzo sympatyczna, chętnie opowiedzą, pomogą, zażartują. Ceny przystępne. 

GDZIE:
ul.  Koszykowa 55
CENY:
10-30 zł
GODZINY OTWARCIA:
pon - sob : 11:00 - ostatniego klienta
niedz : 12:00 - ostatniego klienta